Co by tu jeszcze

G

Słów kilka w sprawie grupy facetów chcę tu wyglosić

                                                                         D

lecz zacząć muszę nie od konkretów, lecz od przeprosin.

Skruszon szalenie o przebaczenie pokornie proszę,

                                                                    G

że troszkę pieprzna będzie balladka, którą wygłoszę,

                 C       

lecz mam nadzieję, że choć się w słowie tutaj nie

G                         A                   D                             G

pieszczę, to wybaczycie mi to, Panowie, raz jeden jeszcze.

 

            G

A więc: faceci wokół się snują co są już tacy,

                                                                            D

Że czego dotkną, zaraz zepsują. W domu czy w pracy

gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym.

                                                                   G

Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek,

              C

bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak

G                              A                           D                 G

streszczę: “Co by tu jeszcze spieprzyc, Panowie? Co by tu jeszcze?”

G

Czasem facetów, by mieć to z głowy, ktoś tam przerzuci

                                                                D

do jakiejś sprawy, co jest na oko nie do popsucia…

Już się prężą mózgów szeregi, wzrok się pali,

                                                G

już widzimy, żeśmy kolegi nie doceniali.

          C                                                           G

A oni myślą w ciszy domowej czy w mózgów treście:

                 A                           D                           G

“Co by tu jeszcze spieprzyc, Panowie? Co by tu jeszcze?”

 

                     G

Lecz choć im wszystko jak z płatka idzie – sprawnie i krótko,

                                                                     D

czasem faceci, gdy nikt nie widzi westchną cichutko.

Bo mając tyle twórczych pomysłów, takie zdolności,

                                                                            G

martwią się, by im czasem nie przyszło tkwić w bezczynności.

                     C                                                        G

A brak wciąż wróżki, która nam powie w widzeniu wieszczem:

                  A                         D                                 G

“Jak długo można pieprzyć, Panowie? No jak długo jeszcze?!”

G

Pozwólcie proszę, że do konkretów przejdę na koniec.

                                                                      D

Okażmy serce dla tych facetów, zewrzyjmy dłonie, weźmy się w kupę,

bo w tym jest sedno, drodzy rodacy by się faceci

                                           G

czuli potrzebni w domu i w pracy.

                 C

Niechaj ta myśl im wzrok rozpromienia,

                  G

niech zatrą ręce,

            A                           D                          G

że tyle jeszcze jest do spieprzenia, a będzie więcej.

Ech, raz

d                         a
Gdzieś w Paryżu mieście jest
E         E7       a      A7
Małe, nocne bistro,
d                         a
Gdzie z napojów pija się
E         E7       a      A7
Tylko wódkę czystą.

d                         a

Zaś Francuzi bracia tam,
E         E7       a      A7

Kiedy chandrę czują,
d                 a

Powtarzają słowa dwa,
E         E7       a      A7

Język wyłamując:

d            a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!
d             a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!

 

d                    a

Stary romans można tu
E         E7       a      A7

Kupić za trzy franki,
d                    a

Potem sensu jego słów
E         E7       a      A7

Szukać na dnie szklanki.

d               a

I jest taka dziwna moc
E         E7       a      A7

W skrzypcach u Cygana,
    d                         a

Że sam nie wiesz, kiedy noc
E         E7       a      A7

Zbliża się do rana…

d            a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!
d             a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!

 

d                         a

Widzisz gdzieś daleko stąd
E         E7       a      A7

W poświacie księżyca
d                         a

Tłum niedźwiedzi białych, co
E         E7       a      A7

Chodzi po ulicach.

d                a

Kapitalizm skoro świt
E         E7       a      A7

Jest już nie tak szary,
d                         a

Kiedy Francuz wspomni rytm
E         E7       a      A7

Cygańskiej gitary.

d            a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!
d             a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!

 

d                         a

Niechaj wzrusza się do łez,
E         E7       a      A7

Kto ma słabą głowę –
d                               a

– romans wprawdzie stary jest,
E         E7       a      A7

Ale franki nowe!

d                 a

Dzisiaj i każdego dnia
E         E7       a      A7

W bistrze za Operą
d                         a

Sztuczny Cygan czeka na
E         E7       a      A7

Prawdziwych frajerów!

d            a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!
d             a

Ech, raz, jeszczo raz,
E         E7       a      A7

Jeszczo mnogo, mnogo raz!

Róbmy swoje

       C                       d
Raz Noe wypił wina dzban
  a                        G
I rzekł do synów: Oto
       C                   d
Przecieki z samej Góry mam-
       a               G
Chłopaki, idzie potop!


     a               G
Widoki nasze marne są
  a                d
I dola przesądzona,
       C                D7
Rozdzieram oto szatę swą-
C            G               C
Chłopaki, jest już po nas!


   d                       G
A jeden z synów- zresztą Cham-
d7                        G7
Rzekł: Taką tacie radę dam:

C
Róbmy swoje!
                                 d
Pewne jest to jedno, że
F
Róbmy swoje!
d7                G7        C C7
Póki jeszcze ciut się chce,


d                   G7     C
Skromniutko, ot, na własną miarkę
D7                                        G7
Zmajstrujmy coś, chociażby arkę! Tatusiu:
C                     A7
Róbmy swoje! Róbmy swoje!
d7                G7       C
Może to coś da- kto wie?

       C                       d
Raz króla spotkał Kolumb Krzyś,
  a                        G
A król mu rzekł: Kolumbie,
       C                   d
Pruj do lekarza jeszcze dziś,
       a               G
Nim legniesz w katakumbie!


       a               G
Nieciekaw jestem, co kto truć
  a                d
Na twoim chce pogrzebie,
       C                D7
Palenie rzuć, pływanie rzuć
C            G               C
I zacznij dbać o siebie!


   d                       G
A Kolumb skłonił się jak paź,
d7                        G7
Po cichu tak pomyślał zaś:

C
Róbmy swoje!
                                 d
Pewne jest to jedno, że
F
Róbmy swoje!
d7                G7        C C7
Póki jeszcze ciut się chce,

d                   G7     C
I zamiast minę mieć ponurą,
D7                                        G7
Skromniutko, ot, z Ameryk którą- odkryjmy…
C                     A7
Róbmy swoje! Róbmy swoje!
d7                G7       C
Może to coś da- kto wie?

       C                d
Napotkał Nobla kumpel raz
  a                    G
I tak mu rzekł: Alfredzie,
       C                   d
Powiedzieć to najwyższy czas,
      a                  G
Że marnie ci się wiedzie!

         a                        G
Choć do doświadczeń wciąż cię gna,
         a                     d
Choć starasz się od świtu,
       C                D7
Ty prochu nie wymyślisz, a
C            G               C
Tym bardziej dynamitu!

   d                    G
A Nobel spłonił się jak rak,
d7                 G7
Po cichu zaś pomyślał- jak?


C
Róbmy swoje!
                                 d
Pewne jest to jedno, że
F
Róbmy swoje!
d7                G7        C C7
Póki jeszcze ciut się chce,
d                   G7     C
W myśleniu sens, w działaniu racja,
D7                                        G7
Próbujmy więc, a nuż fundacja- wystrzeli?
C                     A7
Róbmy swoje! Róbmy swoje!
d7                G7       C
Może to coś da- kto wie?

Żniwna dziewczyna

d G d…

 

                            E

Marzyła mi się ta dziewczyna,
                 A                   d
Jak się po pracy marzy święto,
                                 E
Nade mną błękit się rozpinał,
                 A                                d   A7
Pachniało wrzosem i pachniało miętą…

 

                                 E

Przybiegła do mnie, roześmiana,
                 A                        d
Po niesprzątniętych z pola kłosach,
                                 E
Przybiegła lekka i zdyszana,
                 A                      d
I całkiem bosa, i zupełnie bosa…

C                                   F
Szukali jej w brygadzie żniwnej
C                                             F
Wszyscy działacze, wszyscy żeńce,
C                          F
A ona miała oczy piwne
            d                   A A7
I burzę włosów, i nic więcej…

 

                                            E
Mierzwił się łan jak morska fala,
        A                               d
Gdy południowy wiatr się zrywał,
                                     E
Okrzyki żeńców cichły z dala
         A                             d
I były żniwa- były piękne żniwa!
d G d…

                                 E
Zniknęła mi na pola skraju
                      A                        d
W chabrach, kąkolach i lwich paszczach,
                                  E
Cóż, takie rzeczy się zdarzają
                      A                                              d
Przy żniwach zwłaszcza, ach, przy żniwach zwłaszcza…

 

C                                F
Bardzo cieszyli się w brygadzie
C                                             F
Wszyscy działacze, wszyscy żeńce,
C                                  F
A ona miała włos w nieładzie
             d                          A A7
I trochę wspomnień, i nic więcej…

 

                          E
Ja także będę ją wspominał,
               A                       d
Aż do tej chwili, gdy bez słowa
                                     E
Wśród zboża zjawi się dziewczyna
                 A                     d
Zupełnie bosa i zupełnie nowa…

 

                E                      d

Zupełnie bosa, zupełnie nowa..

                E                      d

Zupełnie bosa, zupełnie nowa..

E        A         d
Bosa i nowa – bossanova!

Jeszcze w zielone gramy

cis

Przez kolejne grudnie, maje
Gis7

Człowiek goni jak szalony
fis

A za nami pozostaje
Gis7

Sto okazji przegapionych
E

Ktoś wytyka nam co chwilę
H7

W mróz czy w upał, w zimie, w lecie
cis

Szans nie dostrzeżonych tyle
A             Gis7

I ktoś rację ma, lecz przecież

 

cis                                     A

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
H7                                  E          Gis7

Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany
cis                                        A

Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną
H7                                  E          Gis7

Jeszcze zimowe śmiecie na ogniskach wiosny spłoną
cis                                        A

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali
H7                                  E          Gis7

Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali
cis                                        A

My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie
Gis7                       A7

Jeszcze nie, długo nie

cis

Więc nie martwmy się, bo w końcu
Gis7

Nie nam jednym się nie klei
fis

Ważne, by choć raz w miesiącu
Gis7

Mieć dyktando u nadziei
E

Żeby w serca kajeciku
H7

Po literkach zanotować
cis

I powtarzać sobie cicho
A             Gis7

Takie prościuteńkie słowa

 

cis                                     A
Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy
H7                                  E          Gis7

Jeszcze się spełnią nasze piękne dni, marzenia plany
cis                                     A

Tylko nie ulegajmy przedwczesnym niepokojom
H7                                  E          Gis7

Bądźmy jak stare wróble, które stracha się nie boją
cis                                     A

Jeszcze w zielone gramy, choć skroń niejedna siwa
H7                                  E          Gis7

Jeszcze sól będzie mądra a oliwa sprawiedliwa
cis                                     A

Różne drogi nas prowadzą, lecz ta, która w przepaść rwie
Gis7                       A7

Jeszcze nie, długo nie

cis                                     A

Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
H7                                             E Gis7

Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
cis                       A

I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
H7                                  E                      Gis

Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął
cis                                     A

Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
H7                                     E                   Gis

Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
cis                                                     A

W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
Gis7                       A7

Jeszcze nie, długo nie!

Lubię wrony – II

             a
W berżeretkach, balladach, canzonach
            C
Bardzo rzadko jest mowa o wronach,
       F                              a7
A ja mam taki gust wypaczony,
              h7/5-      E
Że lubię wrony…

 

             a     

Los im dolę zgotował nieletką:
            C

Cienką gałąź i marne poletko,
       F                              F7

Czarne toto i w ziemi się dłubie –
              h7       E

A ja je lubię…

 

             a
Gdy na polu ze śniegiem wiatr wyje,
            C
Żadna wrona przez chwilę nie kryje,
       F                              a7
Że dlatego na zimę zostają,
              h7/5-       E
Że źle fruwają…

 

             a
Ale wrona, czy młoda, czy stara,
            C
Się do tego dorabiać nie stara
       F                     F7
Manifestów ni ideologii –
              h7       E
I to ją zdobi…

a
Gdy rozdziawią dziób – wiedzą dokładnie,
            C
Że ich głosy brzmią raczej nieładnie,
       F                              a7
Lecz nie wstydzą się i nie tłumaczą,
              h7/5-      E
Że brzydko kraczą…

 

             a
I myśl w głowach nie świta im dzika,
            C
By krakaniem udawać słowika,
       F                                    F7
By krakaniem nieść sobie pociechę –
              h7       E
I to jest w dechę!
             a
Żadna wrona się także nie łudzi,
            C
Że postawi ktoś stracha na ludzi,
       F                              a7
Co na wrony i we dnie, i nocą
              h7/5-      E
Czyhają z procą…

 

             a
Wrony fruną z godnością nad rżyskiem,
            C
Jakby dobrze im było z tym wszystkim,
             F                               F7
I w tym właśnie zaznacza się wronia
        h7       E
Autoironia.

         a
Nie udają słodyczy nieszczerze,
            C
Mężnie trwają w swym szwarccharakterze,
             F                          a7
Nie składają w komorę zasobną,
h7/5-      E
Jak więcej dziobną.

 

             a
Wiedzą, że – mimo wszelkie przemiany –
            C
Nie wyrosną na rżysku banany,
             F                               F7
Nie zamienią się w kawior pędraki,
        h7       E
Bo układ taki…

 

             a
W berżeretkach, balladach, canzonach
            C
Bardzo rzadko jest mowa o wronach,
       F                              a7
A ja mam taki gust wypaczony,
              h7/5-      E
Że lubię wrony…

 

             a
Los im dolę zgotował nieletką:
            C
Cienką gałąź i marne poletko,
       F                              F7
Czarne toto i w ziemi się dłubie –
              h7 E a
A ja je lubię…

Idź swoją drogą – May Wey

D                                       D7+                D7                     H7

Co dzień, gdy przejdziesz próg, jest tyle dróg co w świat prowadzą

e                               e7                      A7                    D

I znasz sto mądrych rad, co drogę w świat wybierać radzą

D7                         D7+                D7                         G g

I wciąż ktoś mówi ci, że właśnie w tym tkwi sprawy sedno

D                             A7                    G D

Byś mógł z tysiąca dróg wybrać tę jedną

 

D                        D7+                D7                          H7

Gdy tak zrządzi traf, że świata praw nie zechcesz zmieniać

e                            e7                   A7                    D

I gdy kark umiesz zgiąć, gdy siłą wziąć sposobu nie ma

D7                                D7+                  D7               G g

Gdy w tym nie zgubisz się, nie zwiodą cię niełatwe cele

D                              A7                   G D

Wierz mi, na drodze tej osiągniesz wiele

 

D                                       D7                                        G

Znajdziesz na tej jednej z dróg i kobiet śmiech, i forsy huk

e7                                        A7                       fis7                  h7

Choćby cię kląć świat cały miał, lecz w oczy nikt nie będzie śmiał

e7                                          A7               G D

Chcesz łatwo żyć, to śmiało idź, idź taką drogą

D D7+ D7 H7

e e7 A7 D

D7 D7+ D7 G g

D A7 G D

 

D                          D7+                  D7                 H7

I nim, nie raz, nie sto, osiągniesz to, mój przyjacielu

e                         e7                      A7               D

I nim przetarty szlak wybierzesz, jak wybrało wielu

D7                                  D7+                 D7                          G g

I nim w świat wejdziesz ten, by podług cen pochlebstwem płacić

D                                  A7                   G D

Choć raz, raz pomyśl, czy czegoś nie tracisz

D                                       D7                                                 G

Bo przecież jest niejeden szlak, gdzie trudniej iść, lecz idąc tak

e7                                                 A7                fis7                   h7

Nie musisz brnąć w pochlebstwa dym i karku giąć przed byle kim

e7                                      A7                 G D

Rozważ tę myśl, a potem idź, idź swoją drogą

 

D D7 G

e7 A7 f#7 h7

e7 A7 G D 

Jesteśmy na wczasach

d E g A d x2

 

d
Za oknami noc,
                                                E
W górach śniegu moc okrywa wszystko.
g
Czort jedyny wie,
A                                d
Co rzuciło mnie w to uzdrowisko.
D
Na parkiecie szum,
                                                 g
Wczasowiczów tłum spleciony gęsto.
E
Siedzę tutaj sam,
                                              A
A przed sobą mam orkiestrę męską.

 

d
Typ, co szarpie bas,
                                                             E
Wie, że nadszedł czas, gdy w kimś na bańce
g
Czuła struna drgnie
A                                      d
I rozpoczną się góralskie tańce.
D
Jest “górala” wart
                                                           g
Taniec, gdy masz fart, gdy dziewczę kwili.
E
Z basem typ to wie, Więc szykuje się
             A
I już po chwili:

                     F
Jesteśmy na wczasach, W tych góralskich lasach,
                         g                 C
W promieniach słonecznych
                F    C
Opalamy się.
               F
Orkiestra przygrywa, Skocznego begina,
                    g      C
To nie twoja wina,
                       F           C
Że podrywam cię…

 

                d

Ta panna Krysia, panna Krysia. Królowała na turnusach nie od dzisiaj,

                  E

A każdego roku, właśnie o tej porze

                     A

Przyjeżdżała tu do pensjonatu “Orzeł”.

d

Kuracjuszy rozmarzony wzrok

           B                                 A

Śledził wciąż jej każdy gest i krok…

d                                                                                E
Za oknami noc, w górach śniegu moc na drzewach wisi,
g                          A                                        d

czort jedyny wie, że basista też się kocha w Krysi…
D                                                                      g

Wie jedyny czort, co kosztuje to, by wciąż od nowa
E                                                            A

brać kontrabas i tłumiąc pożar krwi tak anonsować:

Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego
od sympatycznego oczywiście niewątpliwie pana Mietka: pucio-pucio!

                     F

Jesteśmy na wczasach, W tych góralskich lasach,

                           g                 C

w “propieniach” słonecznych

                F  C

opalamy się.

d  
A panna Krysia, panna Krysia 
z panem Mietkiem, co się tuż przed chwilą przysiadł 
E

przemierzała wzdłuż i wszerz parkietu przestrzeń, 
A7

ale nigdy nie spojrzała ku orkiestrze, 
d

skąd basisty rozmarzony wzrok 
B                                          A7

śledził wciąż jej każdy gest i krok. 
d                                                                                E

Za oknami noc, w górach śniegu moc okrywa wszystko, 
g                          A                                        d

cały turnus śpi, a wśród innych śni i nasz basista, 
D                                                                      g

że dokoła szum, na parkiecie tłum, przy czołach czoła, 
E                                                            A

a on rzuca bas i ma w oczach blask i głośno woła: 

„SPOKÓJ ORKIESTRA!!! 
Teraz… dla sympatycznej panny Krysi… 
z turnusu trzeciego… ode mnie… 
Panno Krysiu… kocham panią!… Wszystko…” 

A7

Ha ha ha ha ha ha ha ha!!!

d

Co to się działo, co się działo! 
Uzdrowiska pół ze śmiechu sie skręcało 
E

i skręciło by do końca biednych ludzi, 
A

gdyby wreszcie się basista nie obudził… 
  d

Bo miewamy często głupie sny, 
B                                 A7

ale potem się budzimy i: 

Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego 
od sympatycznego , niewątpliwie, pana Waldka: 
“pucio-pucio”!

Skip to content